Archiwum luty 2010


1. Wylot.
17 lutego 2010, 17:15

Dzień jak każdy, pogoda dopisuję, ptaszki ćwierkają, ale dla mnie jest całkiem inny. Pakuję się i szykuję do wyjazdu z mojego małego miasteczka Winslow do dużego Chicago. Będę tam mieszkać z moimi przyszłymi rodzicami, ponieważ w końcu zostałam adoptowana przez państwa Hole. Mam już 15 lat, więc u mojej cioci i jej miłego męża dłużej nie mogłam mieszkać. Jest starszą osobą, a dokładnie w lipcu skończyła 53 lata. Boję się o nią, ale nie chcę również siedzieć jej na głowie, bo ostatnio wujek miał problemy zdrowotne. Jednak szkoda opuszczać to miasteczko, jest tu tak ciepło. Nie mogę zaprzeczyć, że ekscytuję  mnie moje nowe miejsce pobytu, ale jakby nie było przez 15 lat człowiek może przywiązać się do lasów, przyjaciół, nawet do zwierząt sąsiadów. Nie mam zamiaru opuszczać mojego Winslow na dobre, planuję zawitać tu na wakacje, które niestety są za jakieś pół roku.
-Masz już wszystko, Ashi (tak zdrobniła imię Ashley) ? - zapytała mnie ciocia Peti
-Chyba tak, przeszukałam wszystkie szafki, ale nic nie znalazłam, co bym mogła jeszcze zabrać. - spojrzałam na nią uśmiechając się subtelnie. Tak, to już za dokładnie 4 godziny przyjedzie kuzyn, żeby odwieść mnie na lotnisko, a tam będą czekać moja mama i tata. Bardzo nie lubię pożegnań, jedynie myśl, która mnie pociesza to taka, że za niedługo znów się zobaczymy. Ciocia oczywiście się popłakała, zresztą ja również, ale próbowałam to ukryć.
- Dzwoń jak już będziesz na miejscu. - powiedziała Peti wycierając chusteczką łzy.
-Dobrze ciociu. Pozdrowisz ode mnie wujka, bo chyba nie zdążę się z nim pożegnać ?- spytałam
-Oczywiście skarbie. Oh. Już mi Ciebie brakuję.- przytuliła mnie z całej siły, po czym pocałowała w policzek.

_______________________________
Mam nadzieje, że się spodoba, nie jestem zbyt dobrą pisarką...  :)